Kolonijne śluby
Były wycieczki i śluby, tyle że na drugi dzień małżeństwa gdzieś się porozchodziły. Koloniści z Żagania (lubuskie), którzy spędzają wakacje w Rewalu, na nudę nie narzekają
– Ładnej pogody na razie niewiele, więc jeździmy na wycieczki – mówi wychowawczyni Wiesława Patyk-Kozłowska.
Dzieci były już w Kołobrzegu, w wiosce indiańskiej w Zieleniewie, płynęły statkiem, zwiedziły zamek w Darłowie i ogród dendrologiczny w Dobrzycy.
- Nie nudzi się, tylko ta pogoda “siajowa” – trochę narzeka Kasia.
Pełen emocji był poniedziałkowy wieczór. Trzy pary wzięły uroczysty ślub. A na drugi dzień… – Ja też się żeniłem, ale moja żona gdzieś się zapodziała, poszła sobie – przyznaje Arek, świeży żonkoś.
- Oni się całowali! – krzyczy jedna z dziewczynek.
Żadna para nie przetrwała jednego dnia. – Bo mnie to do ślubu pani zmusiła. Już nie mam męża – wyjaśnia Ewelina.
gazeta.pl
Komentarze (0)