Wpisy z marzec, 2008

Ślub, chrzest, pogrzeb – wszystko po łacinie

Do kościołów wracają msze po łacinie. Benedykt XVI poszedł o krok dalej od Jana Pawła II. W 1984 roku papież Polak zezwolił na wyjątkowe stosowanie mszału trydenckiego za pozwoleniem biskupa. Benedykt XVI zniósł dziś to ograniczenie. Zezwolił nawet na zakładanie parafii z mszami tylko po łacinie.

Decyzja Benedykta XVI wejdzie w życie 14 września. Oba mszały – obecny, który funkcjonuje od 1970 roku i dawny – przedsoborowy, zaczną wtedy funkcjonować równolegle.

Żeby odprawić mszę po łacinie, w trakcie której kapłan stoi plecami do wiernych, nie trzeba już pozwolenia biskupa. Ale ksiądz będzie mógł sam zdecydować czy stanąć przodem, czy tyłem do wiernych. Papież postanowił nie rozstrzygać tej kwestii.

Zgodnie z tradycyjnym mszałem będzie można nie tylko odprawiać msze, ale także udzielać ślubu, chrztu i pogrzebu. Co więcej, papież postanowił, że będzie można utworzyć osobną parafię, w której msze będą odprawiane tylko według wzoru przedsoborowego.

Dlaczego Benedykt XVI zniósł ograniczenia wprowadzone przez Jana Pawła II? Obecny papież od zawsze uchodził za przeciwnika ograniczania tradycyjnego rytu. Tłumacząc swą decyzję, podkreślił także, że “w niektórych regionach niemało wiernych” było bardzo przywiązanych do tradycyjnej liturgii. Co więcej zakaz tradycyjnego rytu wywołał nawet rozłam w Kościele. Przykład? Arcybiskup Marcel Lefebvreĺ nie podporządkował się decyzjom Jana Pawła II i postanowił pozostać przy tradycji przedsoborowej.

Benedykt XVI pouczył wiernych, by nie przeceniać różnic w sposobie odprawiania mszy. “To, co dla poprzednich pokoleń było święte, także dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może zostać nagle zabronione czy wręcz uznane za szkodliwe. Wszystkim służy zachowywanie bogactw, które wyrosły w wierze i w modlitwie Kościoła oraz przyznanie im właściwego miejsca” – napisał w swym liście. List towarzyszył dokumentowi “Summorum Pontificum”, w którym papież ogłosił swoją decyzję.

Paweł Wysocki
dziennik.pl

Trzy krainy, trzy style

Nie bardzo wiadomo, co wydawnictwo Pascal chciało osiągnąć, powołując serię – od kilku tygodni w księgarniach – pod hasłem „wyprawy marzeń”.

W trzech wydanych dotychczas albumach – „Chiny”, „Tybet”, „Ziemia Święta” – nie ma właściwie mowy o żadnych wyprawach. To po prostu zwykłe albumy z seriami zdjęć z miejsc, które kojarzą się z danym krajem.

W dodatku każdy album ma inny charakter, są nierówne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dobrane są przypadkowo. „Chiny”, w których zdjęcia pochodzą z wielu źródeł, najczęściej, zagranicznych agencji fotograficznych, są najbardziej „folderowe”. Dużo tu dobrych fotografii, tyle że prawie niepokazujących życia Chińczyków. Wybierając zdjęcia, redakcja skupiła się na pocztówkowych widokach. Mocną stroną tego tomu są za to ciekawe, konkretne noty o miastach, przyrodzie, obyczajach chińskich przygotowane przez Zofię Siewak-Sojkę. W sumie mogą stanowić one kompendium wiedzy o Chinach dla turystów.

„Ziemia Święta” to z kolei zbiór zdjęć fotografa i podróżnika, znanego prezentera pogody Jarosława Kreta. Kret połączył je cytatami z Biblii i własnymi refleksjami. Tekst niewiele więc wnosi do naszej wiedzy o Izraelu. Lepszy jest Kret jako fotograf, bo robiąc zdjęcia, pokazuje pazur reportera. Stara się uchwycić uliczne scenki, szuka własnego sposobu na sfotografowanie nawet zwykłych widoków.

Najbardziej odpowiada mi jednak trzecia książka – Marka Kalmusa o Tybecie. Tu najbardziej widoczne jest, że album powstał w wyniku dłuższej wyprawy, a właściwie, jak wynika z noty na okładce, wielu wypraw do Tybetu. Zdjęcia wyraźnie powiązane są z tekstem i z samym podróżowaniem, oddają nastrój miejsc, pokazują mieszkańców tej dalekiej i ciągle tajemniczej krainy.

„Chiny”, Marek Kalmus „Tybet”, Jarosław Kret „Ziemia Święta”, Pascal, Bielsko-Biała 2007
Źródło : Rzeczpospolita

Filip Frydrykiewicz